spektakle baz@rt re_wizje wydawnictwa edukacja
zobacz galerię:

spektakle

Makbet

Wielkie dramaty Szekspira, podobnie jak powieści Dostojewskiego, są od lat dla Andrzeja Wajdy wyzwaniem - fascynują, niepokoją, prowokują do wciąż nowych odczytań. Tak było z Hamletem, do którego powracał czterokrotnie, badając "wiecznie nierozwikłaną tajemnicę" bohatera i dramatu. Wielokrotnie też mierzył się z powieściami Dostojewskiego, wydobywając z nich gorączkowy rytm zdarzeń, skrajność ludzkich doświadczeń, opętanie i przerażenie złem, grozę ideologii usprawiedliwiających zbrodnię, bolesną drogę bohaterów ku moralnej samoświadomości. Nic dziwnego, że od lat fascynował go także Makbet.

Po raz pierwszy ten temat pojawił się w Powiatowej lady Makbet zrealizowanej w 1962 roku na podstawie opowiadania Mikołaja Leskowa. Film, choć osadzony w realiach XIX-wiecznej Rosji, zawierał - jak pisał londyński recenzent - "odczucie ponadczasowości, które towarzyszy tragedii". W 1969 roku powstał Makbet w Teatrze Telewizji (z Tadeuszem Łomnickim i Magdaleną Zawadzką w rolach głównych). Andrzej Wajda od lat myślał o powrocie do tego tematu i odczytaniu dramatu Szekspira w perspektywie Zbrodni i kary Dostojewskiego, która w jego inscenizacji była wnikliwym studium rodzącej się odpowiedzialności za zbrodnię i wiwisekcją udręczonej ludzkiej duszy: "Makbeta jako sztukę o władzy już wielokrotnie widzieliśmy. Ja mam nadzieję, że uda mi się z aktorami wydobyć temat zbrodni i kary - w tym tajemnica tej sztuki, jej siła i piękno". Andrzej Wajda w pracy nad Makbetem spotyka się ponownie z Krystyną Zachwatowicz i Stanisławem Radwanem, współtwórcami wielu jego wybitnych przedstawień.

Teatr europejski wyrasta ze słowa i słowu należy przywrócić w teatrze należną mu rangę» - mówi Andrzej Wajda. W myśl tego założenia reżyser konsekwentnie ze słów buduje swoją inscenizację "Makbeta" w Starym Teatrze. Obraz gra rolę drugoplanową. Umowność sztuki podkreślają wszystkie zabiegi inscenizacyjne (zmiana dekoracji na oczach widzów, zamek królewski zredukowany do dwóch krzeseł, armia idąca na Makbeta symbolizowana przez jednego łucznika). Doskonale ascetyczna, sprowadzona do czytelnych znaków scenografia Krystyny Zachwatowicz wnosi do spektaklu współczesność i uniwersalność zarazem. Aktorzy noszą mundury oddziałów specjalnych, kominiarki. Ciała poległych, zapakowane w czarne foliowe worki - obrazy znane z telewizyjnych korespondencji wojennych - symbolizują jednocześnie wojnę, która może toczyć się wszędzie. Współczesność wdziera się na scenę także dzięki nowemu przekładowi Antoniego Libery, który odpakowuje dialogi z anachronicznego patosu.
(Katarzyna Janowska, "Polityka" 2004, nr 50)

Powierzenie ról głównych Krzysztofowi Globiszowi i Iwonie Bielskiej okazało się bardzo trafnym wyborem. Zazwyczaj aktorzy grający Makbeta i Lady Makbet są młodsi, by łatwiej uzasadnić ich życiową drapieżność i żądzę władzy oraz podkreślić dystans, jaki dzieli ich od starego króla Duncana, co czyni ich zbrodnię jeszcze okrutniejszą. Tutaj różnica wieku się zaciera, a Duncan grany przez Jakuba Przebindowskiego jest fanfaronem, co nadaje zbrodni perwersyjnego odcienia prawomocności. Wajdowy Makbet i jego żona są starzejącymi się ludźmi, prowincjonalnymi i raczej przegranymi. Lady Makbet pierwszy raz na scenę wchodzi boso, w czarnych rajstopach, bez formy i fasonu należnego pani na zamku. żyją trochę jak dziad i baba, zakwaśniali we własnych, pewnie olbrzymich pretensjach do świata. To nadaje ich zbrodni banalności. Zwłaszcza Lady Makbet, która w tym przedstawieniu nie szaleje, tylko osuwa się w swoją małość i przerażenie, by tak rzec - babskość. (...)

Andrzej Wajda po długiej przerwie powrócił do teatru, by wystawić sztukę dotyczącą sumienia w świecie zbrodni. Inaczej niż Krzysztof Warlikowski nie uczynił z Makbeta rozpędzonej maszyny do zabijania, która nie może zatrzymać się po powrocie z wojny do domu. Pokazuje człowieka małego, ani dobrego ani złego, właściwie banalnego, którego zbrodnia nie czyni nihilistycznym straceńcem nie znającym już strachu i ludzkiej miary. Zbrodnia czyni go żałosnym. ¦wietnie w opozycji wypada młody Malcolm (Rafał Fudalej, student krakowskiej PWST), mający w sobie oksymoroniczną drapieżną niewinność. Ale Wajda nie pozostawia żadnych złudzeń. Mechanizm historii działa. Ostatnie kwestie wypowiedzą wiedźmy. Koło się zamknie.

(Piotr Gruszczyński, "Tygodnik Powszechny" 2004, nr 50)




Bilety

Wybierz tytuł spektaklu:



cena biletu:

50 zł [normalny]; 30 zł [ulgowy]



bilety ulgowe przysługują:
- emerytom, rencistom,
  inwalidom i ich opiekunom
- studentom, uczniom
  i ich opiekunom
- posiadaczom kart stałego widza




newsletter

copyright 2010